Bez kategorii Kosmetyki Najnowsze

Orientana krem z Morwą białą i Lukrecją dla cery problematycznej

Powiem Wam prawdę – odkąd sama kręcę kosmetyki, mało co z tych kupnych jest w stanie mnie zadowolić. Chciałam dać jednak szansę kosmetykowi „masowemu” (jak ostatnio pisała o drogeryjnych szamponach pewna marka 😉 ), wybór padł na Orientanę.

Mam cerę wyjątkowo problematyczną, mieszaną, ze skłonnością do zaskórników i pękających naczynek. O ile naczynka nie stanowią wielkiego problemu, o tyle zaskórniki to moja zmora, która przy zmianie pielęgnacji lub doborze nieprawidłowej może sprawić, że na twarzy pojawi się wysyp niechcianych gości (a wierzcie mi, jeden składnik w doskonałym „składowo” produkcie i – klękajcie narody!).

Orientana krem z Morwą białą i Lukrecją jest wręcz stworzony do cery takiej jak moja – przystąpiłam więc do testowania z zapałem…

 

 

 

Naturalny krem do twarzy na bazie olejku ze słonecznika, zawierający masło shea, olejek z migdała i grejpfruta. Wzbogacony ekstraktem z lukrecji i morwy. Zawiera również kwas kojowy pozyskiwany z grzybków japońskich. Doskonały do stosowania zarówno na dzień jak i na noc.

Delikatny olejek słonecznikowy wygładza i wzmacnia skórę.

Masło shea zmiękcza i pielęgnuje.

Olejek z migdała naturalnie ją odżywia.

Olejek z pestek grejpfruta działa bakteriobójczo o hamuje proces starzenia.

Korzeń lukrecji posiada silne właściwości łagodzące i przeciwalergiczne. Łagodzi stany zapalne skóry i podrażnienia, działa antybakteryjnie, zmniejsza zaczerwienienie skóry i wzmacnia naczynka krwionośne.

Ekstrakt z morwy- uelastycznia skórę, chroni ją i hamuje procesy starzenia.

Stosowanie: Niewielką ilość kremu wmasuj w twarz i szyję. Stosować na noc i/lub dzień.

 

 

 

 

Aqua (woda), Butyrospermum Parkii Butter (masło shea), Caprylic/Capric Triglyceride (z oleju kokosowego i glicerydu), Plant Glycerin, Helianthus Annuus Seed Oil (olejek z ziaren słonecznika), Glyceryl Stearate, Stearic Acid (kwas stearynowy z wosku), Santalum Album Oil (olejek z drzewa sandałowego), Curcuma Longa Root Extract (ekstrakt z kurkumy), Isopropyl Myristate (roślinny), Glyceryl Caprylate (pozyskiwany z kokosa), Cethyl Alcohol, Citrus Grandis Seed Oil (olejek z ziaren grejfruta), Prunus Amygdalus Dulcis Oil (olejek z migdałów) , Glycyrmiza Glabra Root Extract (ekstrakt z korzenai lukrecji), Sesamum Indicum Oil (olejek sezamowy), Morus Alba Leaf Extract (ekstrakt z lisci morwy białej), Triticum Vulgare Germ Oil (olejek z kiełków pszenicy), Kojic Acid (kwas kojowy), Rosa Damascena Flower Water (hydrolat z róży), Aloe Barbadensis Leaf Juice (sok z aloesu), Undecylenoyl Phenylalanine, Persea Gratissima Oil (olej z awokado), Lactobacillus/Lac Ferment (ferment mleczny z koziego mleka, Tocopherol (wit. E), Prunus Armeniaca Kernel Oil (olejek z pestek moreli), Rosa Canina Fruit Oil (olejek z owocu róży), Crocus Satvius Oil (olejek szafranowy), Cananga Odorata Flower Oil (olejek ylang ylang), Daucus Carota Sativa Seed Oil (olejek z nasion marchwii), Citric Acid (kwas cytrynowy), Sodium Benzoate, Potassium Sorbate.

 

 

… Zanim jednak przejdę do konkretów, kilka słów o „otoczce”.

Krem znajduje się w słoiczku z grubego plastiku. Dodatkowo spakowany w kartonik. Skład, niestety, dostępny jest tylko na tymże kartoniku. Na słoiku mamy jedynie etykietę z nazwą. Trochę to uciążliwe, bo czasem wracam do studiowania składu kosmetyku, szczególnie, gdy robi mi krzywdę. Wówczas staram się wykluczyć problematyczne składniki. Dobrze, że INCI jest dostępne na stronie, a kartonik zachowałam na potrzeby recenzji (trochę wymięty, dorwało się do niego dziecię 😉 ).

 

Konsystencja kosmetyku jest lekka, delikatna, w kontakcie ze skórą robi się wręcz wodnista.

 

 

Nie maże się, nie warzy, wchłania się ekspresowo! Zdarza się jednak, że zaraz po aplikacji zaczyna szczypać skóra i pojawiają się zaczerwienienia, efekt ten jednak szybko znika i możemy cieszyć się gładką, miękką, doskonale nawilżoną skórą.

Jak widać kilka akapitów wyżej, skład kremu jest bardzo bogaty, niemniej jednak miałam pewne obawy co do stosowania, zaraz po wodzie mamy masło shea i olej słonecznikowy – to komedogenne tłuszcze, a ja – jak wspominałam – mam spore problemy z zaskórnikami.

 

Moje pierwsze doświadczenia z tym kosmetykiem były, cóż, wręcz dramatyczne. Po zastosowaniu kremu, następnego dnia na mojej twarzy pojawili się nieprzyjaciele. Ale, ale. To nie były zaskórniki, których tak się obawiałam, a okropne, bolesne gule. Broda, policzki, nawet czoło, które zazwyczaj świeci od czystości 😉 Wszystko w krostach. Tak z kremem pożegnałam się i uznałam, że nigdy więcej!

 Jednak nadszedł dzień, gdy postanowiłam się trochę „pokwasić”. Na twarz kwas salicylowy, ale czymś trzeba przecież skórę zabezpieczyć po zabiegu. Przypomniał mi się produkt Orientany. Okrutny wysyp złożyłam wcześniej na karb jego „tłustości”, dlatego uznałam, że to będzie kosmetyk idealny na wysuszoną po kwasie salicylowym skórę.

 I nie pomyliłam się! Krem doskonale łagodził podrażnienia, sprawiał, że skóra była naprawdę odżywiona! Wcześniej, gdy posmarowałam nim twarz, następnego dnia była mocno przetłuszczona, świecąca. Po zastosowaniu go po kwasie efekt ten nie wystąpił.

 

 

Jak wspominałam na wstępie, zdarza się, że skóra szczypie po aplikacji. Wrócę więc do tego, co krem wyrządził po pierwszym zastosowaniu. Mam swoją teorię, wydaje mi się, że może być prawidłowa. Pamiętacie jak w dzieciństwie babcia mówiła Wam, że jak szczypie, to znaczy, że się goi? Wydaje mi się, że tu zaszła podobna reakcja. Mianowicie – zanieczyszczona skóra dostała dawkę „leku”, który zaczął wyciągać na powierzchnię wszelkie brudy – tak też powstały krosty, których tak się przestraszyłam.

 

Dlaczego tak sądzę? Bo krem stosuję niezmiennie, codziennie, już po kuracji kwasem, i nie występują żadne, niepożądane reakcje. Ba! Moja cera nabrała blasku, zauważyłam znaczne zmniejszenie porów, na brodzie niemalże brak zaskórników. Krem wspaniale nadaje się pod makijaż mineralny – skóra jest idealnie nawilżona, ale nie przetłuszczona. Jest to w tej chwili mój produkt numer 1 w pielęgnacji twarzy! Jedyne, co mi bardzo przeszkadza, to jego zapach. Wyjątkowo intensywny, kwiatowy, pasuje raczej do balsamu do ciała, a nie do kremu, który nakładamy na twarz. Przyznam, że jest to dla mnie bardzo uciążliwe, jednak biorąc pod uwagę działanie, jakoś sobie z tym radzę 🙂

Reasumując: zdecydowanie warto dawać drugą szansę! Okazuje się bowiem, że kosmetyki, które rzuciliśmy w kąt, bo nie spełniły naszych oczekiwań, mogą być ratunkiem w innych sytuacjach, a po przyzwyczajeniu skóry do ich działania, okazują się wręcz zbawienne.

Krem marki Orientana z Lukrecją i Morwą białą możecie nabyć w sklepie organeo.pl za, uwaga, całe 35,00 PLN. To bardzo korzystna cena, zważając na działanie, ale nie tylko. Kosmetyk jest nadzwyczaj wydajny. Stosuję go od ponad miesiąca, od 3 tygodni regularnie, i ubyło mi pół słoiczka.

Zachęcam Was więc do zakupu produktu, szczególnie, jeśli – tak jak ja – macie problematyczną cerę. Po początkowych niesnaskach, bardzo się polubiliśmy, a wręcz zaprzyjaźniliśmy!

 

  1. Zaczęłam go stosować dosłownie dwa dni temu i właśnie przeraził mnie wysyp tych bolących guzków.
    Ale jeśli jest to „naturalne” to spróbuję przeczekać ten stan.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

You may use these HTML tags and attributes: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>